Badając to co nas mierzi...
jeśli coś mnie mierzi i wkurza - nie tracę czasu by to zrozumieć. Tak było z podatkiem vat. Przeczytałem trzy raz rozdział o podatku vat w ABC small biznesu. Ni kija złamanego nie zrozumiem - beeeełkot. Od tamtej pory wiem że jest to podatek szkodliwy dla gospodarki, niemoralny i generujący nadużycia - to mi wystarczy.
w przypadku socjalizmu - generalnie szukałem informacji czym się różni od komunizmu. Przeczytałem głównego klasyka-teoretyka marksa, i dwu klasyków -teoretyków leninia i hitlera. tony bełkotu które nie zbliżyły mnie do odpowiedzi na moje pytania.
dalej nie grzebałem. poprzestaję na powierzchownej ocenie skutków zjawisk.
po prostu szkoda czasu. Co z tego że poznam tok myślenia lenina i temu podobnych bandziorów?
*
dla oceny wojny nie trzeba czytać Clausevitza - wystarczy poznać skutki wojny.
dla oceny feminizmu nie trzeba czytać manifestów - wystarczy poznać skutki feminzmu.
dla oceny islamu nie trzeba czytać koranu i hadisów - wystarczy pojechać za Odrę i uruchomić zmysł obserwacji...
*
jest jeszcze jeden problem. dehumanizacja i humanizacja wroga.
dla bismaca i hitlera Polska była przeszkodą (dla tego pierwszego nawet nieistniejąca Polska była przeszkodą!). Nasz kraj zamykał im drogę ekspansji na wschód. Marrzyl o lepszym kraju lepszej przyszłości dla swoich bliskich i współplemieńców. Przyszli z głowami nabitymi tymi marzeniami a nasi dziadkowie wsadzili im kulkę w środek czoła i zakopali w lesie ![]()
nie przejmowali się że niemcy chcieli dla siebie wygodnego życia w folwarkach na Ukrainie. Nie przejmowali się że niektórzy w ogóle chcieli tylko pić piwnko w Monachium i na wojnę poszli bo hitler kazał. Po prostu strzelali. Lektura czy to "Rozmów z katem" czy "w stronę ciemności" czy pierwszych rozdziałów "Mein kampf" ukazuje nam niemieckich zbrodniarzy jako ludzi.
do czego zmierzam? Poznając marzenia i intencje wroga, poznając jego myśli, zbyt często przekonujemy się że jest w jakimś tam stopniu do nas podobny. to budzi w nas instynktowny humanizm. "podobny do nas ale trochę pobłądził - może da się to wyprostować". I zaczynamy rozmawiać zamiast kulę w środek czoła i do piachu, albo nahajką przez pysk i won za drzwi.
za dużo rozmawiamy. zbyt często oddajemy w ten sposób pole, zamiast powiedzieć krótko "NIE".
Gdyby wybuchła wojna będzie trzeba strzelać. Strzelać bezrefleksyjnie, celnie i tak żeby skutecznie zabić. Gdy zobaczymy we wrogu człowieka - będzie nam i trudniej i przykro...







