Po premierze

„Zaginiona”
Przypadki chodzą po ludziach. Czasem zwykłe przemeblowanie pokoju może nas rzucić w wir niezwykłych i groźnych wydarzeń.
W „Zaginionej” powracają kuzynki Kruszewskie. Czwarty tom ich przygód to właściwie dwie mikropowieści: „Zaginiona” właśnie i „Czarne skrzypce”. Dwie szalone niewiasty w Krakowie: archaiczna, choć w XXI wieku nieźle sobie radząca alchemiczka Stanisława i sceptyczna wobec nienaturalnych zjawisk, na wskroś nowoczesna Katarzyna. Powraca nawet księżniczka Monika w sposób… hm, fragmentaryczno-epizodyczny.
Co nas czeka tym razem? Starcia na broń białą w krakowskich zaułkach były, teraz czas na broń obuchową. Niestereotypowe podejście do problemów i zdecydowanie nieszablonowe sposoby ich rozwiązywania (ścieżki myśli kilkusetletniej psychopatki oraz byłej agentki CBŚ przejmują dreszczem…). Dowiemy się, jakie niebezpieczeństwa czyhają na alchemików (nie, nie tylko te w bramach…), poznamy objawy choroby zawodowej nieistniejącego zawodu, leczonej nieistniejącymi ziółkami. Wyruszymy na poszukiwania nieistniejącej wyspy… A wszystko to okraszone i omaszczone ciekawostkami i smaczkami z przeróżnych dziedzin, od pozyskiwania drewna na skrzypce po legendy żydowskie. Interdyscyplinarność zainteresowań Autora objawia się na kartach książki, ubarwiając i uwiarygadniając świat.
Ale nie tylko z tych powodów warto sięgnąć po tę książkę. Bohaterowie przypominają, co jest naprawdę ważne. Dla jakich wartości warto żyć i w obronie ich zginąć. Przypominają, że honor, szlachetność, wiara, godność, patriotyzm i więzi rodzinne nie zaniknęły w naszych odhumanizowanych (czy na pewno?) czasach. Dziękuję Autorowi za pełnienie misji. A tak na marginesie, nadzieją napawa fakt, że słowa niosące podobne treści znajdują coraz szerszy odzew.
A.Dumańska








