ojojojoj...
Zabrano się za grupę lewicowych studentów którzy nasmarowali donos na wykładowczynię. Zarzucili jej masę rzeczy (w tym legalnych - np. ksenofobię). Jakiś czas cieszyli się zaszczuciem "faszystki" - nie przewidzieli jednak że to nie jest rok 1968 i że za pomówienia można w Polsce beknąć... (pewnie nawet jeśli sprawa skończy się w sądzie będzie to beknięcie symboliczne...)
Nie zdawali sobie sprawy że mamy w Polsce wolność słowa - i że działania przciw niej też podlegają sankcjom. A ja bym się nie cackał - wszystkich won, dysyplinarnie, z wilczym biletem i tyle. Nie rozumieją na czym polega życie akademickie.
*
Sprawę monitoruje ten cały ośrodek obserwacji rasistów i ksenofobów....







