O pieniądzach...
Zapytam wprost: dlaczego nie istnieje możliwość ubezpieczenia nienarodzonego dziecka? Rodzicie robią test, dowiadują się o ciąży idą do biura podpisują parę papierków wpłacają dajmy na to tysiąc zł. Coś pójdzie nie tak, wady genetyczne, wady wrodzone, ciężki poród powodujący kalectwo – ubezpieczyciel wpłaca milion na specjalne konto, nawet przy nikłym oprocentowaniu będzie z tego kilkadziesiąt tysięcy odsetek rocznie – jest kasa na codzienną rehabilitację, protezy, zabiegi, opiekę nad dzieckiem, zatrudnienie kogoś do pomocy etc.
Proste? Proste. Ale na naszych polityków od prawa do lewa – za trudne…








