z kuźni

Skinąłem raz jeszcze głową przed posągiem i poszedłem korytarzem prowadzącym na tyły kompleksu. Arcykapłan przyjął mnie w pracowni. Przywitałem się

            -Przyniosłem dwie próbki popiołów wulkanicznych z urwiska koło domu Olejarza... – wyjaśniłem.

Uniósł brwi w zdziwieniu.

            Położyłem na blacie kamienie oraz szkice wykonane na miejscu. Oglądał je dłuższą chwilę.

            -Doskonała robota – pochwalił. – I znaczna pomoc w moich dociekaniach...

            Podszedł do regału, zdjął z niego rulon papieru i rozwinął. Jak mogłem się zorientować naszkicowano na nim schematycznie mapę Pobrzeża – obejmowała teren od osad na południu Kozią Wyspę i towarzyszący jej północny archipelag. Kapłan ujął ołówek i odnalazłszy posiadłość Olejarza spojrzał na mnie pytająco.

            -W tym miejscu – pokazałem. – Gdy się idzie z przystani na płaskowyż jest taki wąwóz...

            -Byłem tam raz w życiu to wiele lat temu. Ne bardzo pamiętam - westchnął. – Jakiego typu wąwóz? Wyżłobiony przez wodę?

            -Nie potrafię powiedzieć, ale chyba nie, bo woda wygładza skały a tam wyglądają po lewej i prawej jak tort przecięty nożem cukiernika.

            Obejrzał uważnie kamienie i rysunki a potem odnotował kilka cyfr we wskazanym miejscu. Popatrzyłem na mapę upstrzoną podobnymi notatkami.

            -To jest wszędzie – odpowiedział na nie zadane pytanie. - Na niżej położonych terenach zwęglony, powalony las przykryty przed milieniami popiołem, na wyższych tylko skamieniałe z czasem popioły. Warstwa na południu jest grubsza ku północy robi się cieńsza ale nigdzie nie ma mniej niż łokieć grubości... Są miejsca gdzie pod nią jest jeszcze druga warstwa o wiele starsza...

            -Czyli kataklizm objął całe wybrzeże morza na przestrzeni wielu dni drogi...

            -Tak. Tak wynika z moich badań. Około tygodnia żeglugi dzieli nas od wulkanu... Byłem tam kilka razy... Obecny stożek wznosi się na brzegu, ale okoliczne zatoki maą urwiste brzegi które nadają im wygląd jakby w wielkich mis. Największa zatoka ma kilka mil obwodu. Sądzę że to prastare kratery po wielkich wybuchach z dalekiej przeszłości. Któryś z nich pokrył całe pobrzeże warstwą którą znalazłem w tak wielu miejscach...

            -I zgasił cywilizację Przodków?

            -Nie... Ich dobił wybuch znacznie mniejszy, osiemset lat temu. Też została po nim warstwa popiołu ale gruba ledwie na trzy place. Tamte nastąpiły wcześniej i były silniejsze. I nastąpiły zanim przodkowie wybudowali tu swoje miasta...

            -Czy grozi nam coś podobnego w przyszłości? – wyrzuciłem z siebie dręczące mnie pytanie.

            Uśmiechnął się smutno.

            -Tego właśnie chciałbym się dowiedzieć. Jak na razie mogę domniemywać że czekają nas pewne przykrości. Ale jak silne i kiedy nie umiem powiedzieć. Zobacz to – wydobył inny rulon i rozwinął. – Ta oś to kalendarz ostatnich dziesięciu lat. Trochę ponad cztery tysiące dni. Czarne kreski to wstrząsy podziemne. Czerwonym kolorem zaznaczone są wstrząsy które były na tyle silne że doprowadziły do zniszczeń w Tess...

            -Są coraz częstsze i silniejsze... – zaniepokoiłem się.

            -Tak.

            -Czy to znaczy że wulkan się budzi?

            -Zadajesz trudne pytania na które nie znam odpowiedzi. W kronikach Tess odnotowano opady popiołów i trzęsienia ziemi, ale zapiski nie są tak dokładne jak te. Zazwyczaj obserwowano kilka silnych wstrząsów a potem przychodził opad popiołów, kilka razy do zatoki wdarła się wielka fala, albo obserwowano inne budzące zgrozę zjawiska... Potem nadchodził dłuższy okres zupełnego spokoju. Wymyśliłem na to określenie „wstrząsy przepowiadające”. Ładnie brzmi i jak mi się wydaje oddaje istotę rzeczy.

            -A gdyby tak zgasić wulkan? – zaproponowałem.

            -Niby jak? – uśmiechnął się pobłażliwie. – Będziesz nosił wodę w wiaderku i lał do krateru?

            -Nie, ale gdyby wydrążyć tunel od brzegu do krateru i wpuścić wodę morską prosto w gardziel... Mając do dyspozycji całe wielkie morze...

            -Widzę w tym jeden problem – westchnął. – Te niecki zalane wodą, dawne kratery... Przypuszczam że powstały w ten sposób że tamte wulkany były bliżej wybrzeża i woda jakimiś szczelinami znajdowała drogę do ich wnętrza. Połączenie tych dwu żywiołów dawało w efekcie niszczycielską nieokiełznaną siłę... Twój pomysł gdyby w ogóle była możliwa jego realizacja raczej przyspieszyłby katastrofę.

            -Głupoty gadam...

            -Tak, ale nie przejmuj się. Czasami trzeba popuścić wodze fantazji żeby znaleźć rozwiązanie na które nikt wcześniej nie wpadł... No ale mu u gadu gady, a nie o tym chciałem z tobą rozmawiać...

/Fragment powieści "przetaina"/

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/